-Rascal?-zapytałem pewnego wieczoru.
-Mefisto? Przestraszyłeś mnie...-odparł smutnie błądząc oczyma po dolinie pod nami.
-Czy ty... Za kimś tęsknisz?-zapytałem siadając niepewnie obok mego najlepszego przyjaciela.
-Tak. Mojego syna i żonę porwały magiczne istoty podobne do mnie, a ja wylądowałem w klatce, z której mnie uratowałeś. Mam nadzieję, że pewnego dnia ich odnajdę.-odpowiedział smutnie. Po policzku spłynęła mu łza. On mnie zawsze pocieszał, więc teraz ja pocieszę jego.
-To nie będę już przeszkadzał...-chciałem odejść, aby rozejrzeć się po lesie w poszukiwaniu jego rodziny, ale mi przeszkodził.
-Nie znajdziesz ich. Porywacze są do tego przygotowani.-zatrzymał mnie łapą.
-Skąd wiedziałeś, że chcę uratować twoją rodzinę?-zapytałem.
-Intuicja.
O nic więcej nie pytałem. Podążałem prosto do mojej jaskini. Następnego ranka obudził mnie ryk. Taki inny. Nie brzmiał jak od Rascala. Wybiegłem z jaskini. Zobaczyłem, że mojego towarzysza nigdzie nie ma. Z lasu wyszły trzy lwy.
-Nie mogli daleko uciec.-powiedział jeden.
-Ktoś musiał im pomóc. Nie wyrwali by się nam!-krzyknął do pozostałych inny.
-A ja myślę, że dzisiaj ich nie znajdziemy. Może pójdziemy coś zjeść?-spytał ostatni.
-Ty tylko o jedzeniu! Dalej nie wierzę, że jesteśmy razem w paczce.-odwarknął pomarańczowo grzywy lew.
-To uwierz.-rzekł spokojnie największy i zarazem najstarszy. Był to ich dowódca.- Ma najlepszy węch i słuch.
-No dobra, dobra...-westchnął najmniejszy z całej trójki rodzeństwa.
-Pewnie to oni porwali rodzinę Rascala...-powiedziałam sam do siebie.
-Słyszałem coś!-powiedział do pozostałych średniego rozmiaru lew.-Może zawołać Razcala?
-Nie.-podsumował niebieski.-Jeszcze nie.
Obok mnie pojawił się Rascal.
-To moi bratańcy. Blue, Black i Grey. Porwali moją rodzinę razem z moim bratem Razcalem.
-Znalazłeś ich?! Super!-wykrzyknąłem zdradzając naszą kryjówkę.
-Uciekaj!- wykrzyknął Ras wyskakując zza krzaka powalając Grey'a. Blue uciekł, a Black walczył ze swoim wujkiem. Gnałem co sił w łapach. Dotarłem na prześliczną polanę. Był tam ktoś podobny do Rascala. To jego syn! Rzuciłem mu się na szyję.
-Ty żyjesz!-wykrzyknąłem przez łzy szczęścia. Nagle zza jego pleców skoczył na mnie Blue. Walczyłem z nim. Jak na swój wiek był bardzo silny.Wiedział kiedy zaatakuję, więc wykonywał uniki, a po tym ataki. Wyglądało to tak, jakby od zawsze mnie znał. Usłyszałem głos.
-Synku, zostaw tego biedaka, widzisz jak krwawi.- powiedział to Razcal.
Po tym wybiegł zza drzew,lekko zmęczony Rascal.
-Kogo my tu mamy? Czyżby mój starszy braciszek?-żartobliwie powiedział do mojego towarzysza.
-Razcal. Mogłem się spodziewać.-westchnął.- Dawno Cię nie widziałem.
-To się napatrz bo już mnie nie zobaczysz nigdy!-wykrzyczał skacząc na swego brata z pazurami. Razcal trafił go w "pajęczynę" przy oku. Pełen werwy Ras rzucił się na nic niespodziewającego się Raza. Przydusił go do ziemii i odrzekł:
-To ty już mnie nie zobaczysz.
Po czym zabił niewdzięcznego bliźniaka. Blue podszedł do wujka.Widać było u niego skruchę. Rascal dumnie tłumaczył mu i jego braciom ich błąd. Uciekli do lasu. Mój przyjaciel padł na ziemię. Krew jeszcze bardziej sączyła się z jego oka. Syn podszedł do niego i założył przepaskę.
-Moja matka zmarła. Uratowała mnie.-powiedział na głos River,syn Rasa.
-Najważniejsze, że ty przeżyłeś.-powiedział przytulając go.
-Już nigdy się od ciebie nie odłączę.-polizał ojca.
-Mam nadzieję. Jest już późno, chodźmy spać.-ziewnął wielki lew.
Wszyscy razem poszliśmy. Tej nocy spałem dobrze, a Rascal już nie wstawał o świcie, aby przyglądać się dolinie. Wszystko skończyło się dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz